Ile rzeczy nie doceniamy, ile tracimy, a ile marnujemy...
Jak bardzo to przemija obok nas...
Ile zmarnowaliśmy czasu, ile okazji niewykorzystanych, ile dobrych słów niewypowiedzianych, spraw niewyjaśnionych, niedokończonych...
To ile mamy zupełnie nie zależy od naszego bogactwa, właśnie zdałam sobie z tego sprawę, a przecież to nie było takie trudne do zrozumienia... Mamy tyle, ile zrobiliśmy. Jesteśmy tym, czym byliśmy, czyli tym kogo kreowaliśmy przez lata. Nie robimy nic, a możemy robić wiele, ile drzwi stoi przed nami otworem... Ile cząstek świata możemy zmienić. Ile ludzi uratowaliśmy przed zgubą, ilu doceniliśmy, przygarnęliśmy pod swoje skrzydła? A ilu możemy jeszcze przygarnąć? Co teraz robisz? Korzystasz z danej Ci szansy, czy myślisz jakby tu poprosić Boga, abyś miał mięciutko pod pupcią? Ilu ludzi poświęciłeś, by żyć w ułudzie własnych kłamstw, by zakorektorować własne słabości? Jak długo się marnowałam, tkwiłam w niewiadomych iksach?
Nie mam powodu, by żałować rzeczy niewykonanych, bo błędów nie popełniają tylko Ci, którzy nie zrobili nic. Zrozumiałam wreszcie, że powinnam zrobić znacznie więcej, a wydawało mi się przecież, że i tak robię dużo... Nic bardziej mylnego. Ogrom rzeczy ważnych stoi jeszcze przede mną. Ludzie, których kocham pozostawili po sobie we mnie jakieś pamiątki, liczyli na mnie, że dbając o nie, rozwijając je, pozostaną nadal. Pewnie długo czekali. Ale to nie oznacza, że należy się poddać i zrezygnować. Dostrzegłam swoją wartość, gdyż zrozumiałam wiele rzeczy, ale dostrzegłam również, jak wiele rzeczy nie zrobiłam. Ile szczeniaków dorastało, czekając aż któregoś z nich pogłaskam? Ile moje kwiaty na oknie czekały, aż spragnione napoje. Ile ludzkie dłonie czekały, aż je dotknę, ile policzków czekało, kiedy je pogładzę, ile meble czekały, by lśnić, zegar by jego wskazówki mogły dalej się przesuwać po tarczy... Ile rzeczy określałam mianem ' nie lubię', po prostu, dlatego że nigdy nie miałam okazji ich się nauczyć. Dlaczego tak bardzo chciałam wyzbyć się miłości, jedynie dlatego, ze inni jej nie rozumieli, lub też, dlatego że jeszcze nikt nie potrafił uczyć się jej razem ze mną. Tyle rzeczy czeka spragnionych miłości, a ja przed nią uciekam...
Pytam, czemu nie spotkałam jeszcze swojej miłości, a przecież nie zauważam, że sama zamykam przed miłością drzwi. Pytam, gdzie jest moja miłość, a nie pytam, komu sama ją daję. Nie pytam, ile istot i rzeczy jej ode mnie oczekuje. Ile czeka na moje wsparcie. Czasem całkiem się poddaję, że nikt nie potrafiłby pokochać moich słabości, których nie potrafię sama przezwyciężyć,a przecież sama wiem, jak to jest kochać słabości innych. Jak bardzo kogoś mogą trapić, a jak ktoś w tych słabościach potrafi się oczarować.
Zawsze myślałam, że słabości potrafią zmienić człowieka. Myślałam, że przeszkody potrafią go wzmocnić. Ale tak na prawdę nigdy w to nie wierzyłam. Teraz jednak wierzę. Wiele razy poczułam jak to jest być na straconej pozycji, jak to jest czuć się niekochanym, niezrozumianym, skrzywdzonym, pokrzywdzonym przez siebie, przez los...
Setki tysięcy razy narzekałam na samą siebie, na swoją rodzinę, na innych. Wiele razy było źle między nami, w powietrzu unosił się hałas niezgody, niezrozumienia. Ale wiem, że dzięki temu jeszcze bardziej potrafimy jedno drugiego podnosić do góry.
Mówiąc o swoim życiu, powiedziałeś mi, że nie wierzysz w przypadki.
W prawdzie nie wywarło to na mnie specjalnego wrażenia dopóty dopóki sama nie zaczęłam się nad tym zastanawiać i dopóki nie trafiło to na mnie jak grom z jasnego nieba i orzeźwiająca fala nie zalała mojego umysłu. I rzeczywiście, uwierzyłam w to. Przecież, gdyby wszystko przyśpieszyć o minutę, to może właśnie pewna kobieta, nie wpadłaby pod samochód. Może więc to nie było bez sensu? czemu coś nie wydarzy się minutę potem , lub minutę wcześniej ? czemu coś miałoby nie mieć sensu? Tylko zadaj sobie pytanie, czemu właśnie w tej sekundzie zamykasz gg, czemu teraz odkręcasz wodę, a czemu akurat teraz wyłączyli Ci prąd, czy przestał działać Ci internet. Ja wierzę, że to ma sens. Wierzę?
Nie wiem na jakim poziomie są teraz moje uczucia. odnoszę wrażenie, że coś się zmienia, że jestem na jakiejś granicy. Choć jeszcze nie wiem jaką ona jest.
Wiem, że facetów nie można kochać. Nie można się w nich zatracać i doprowadzić do tego, by przysłonili nam świat. żeby stali się ważniejsi niż cokolwiek innego. Czuję w sobie siłę. Wiem, że sama potrafię więcej. że mam dużo. ale może chciałabym więcej. może już minął czas, który był mi potrzebny do odetchnięcia od świata. może trzeba zacząć z niego korzystać. może brakuje mi bliskości. boję się jedynie, że stracę rozum w najmniej odpowiednim momencie i najmniej odpowiednim facecie. Boję się, że skończy się moja nienawiść do płci przeciwnej.
Moja równowaga została zachwiana. Wystarczyła jedna głupia impreza. wystarczyła bym polubiła osobę, której normalnie przecież nie lubię. i której może lubić nie powinnam. dla niego wystarczyła odrobina alkoholu, by nabrać odwagi.wystarczyła chwila, żeby się go napić. nic nie znacząca chwila, ułamek sekundy. dla mnie wystarczyła , by przerzucić mnie myślami do granicy. do jakichś drzwi, za którymi nie wiem co jest. tańczyliśmy inaczej niż zwykle. z większą śmiałością. Ty byłeś śmielszy i ja nią byłam. choć mnie bardziej to krępowało i uciekałam. paliło mnie wnętrze. Mój rozsądek chciał uciec. Przed czym ? Przed oczyma ludzi, chociaż wielu tak tańczyło, przed uczuciami, przed bliskością, przed czymś czego nie miałam, a przecież mogłam... palę się ze wstydu myśląc, że na to czekałam. aż zjednoczymy się w tańcu. że przez chwile nie byliśmy tylko tańczącymi razem , ale ze sobą. Nie robiliśmy nic złego. Nie, nie było śmiałych chwytów, tylko taniec. taniec, taki jaki powinien być. pełen emocji. nie byłam jedyną, z którą szalałeś. nie byłam zazdrosna. nie miałam o co . ale czułam się inna od nich. miałam wrażenie, że to ze mną najbardziej byś chciał zatańczyć. że mnie trzymasz mocniej. że bardziej mnie obejmujesz. że nie przez przypadek. Coś poczułam, kiedy sam zakładałeś moje dłonie na swoją szyję. najpierw jedną potem drugą. kiedy sam zsuwałeś się w doł. Beze mnie. Kiedy po prostu dałam Ci się prowadzić. Kiedy kierowałeś moimi rękoma, a one wiedziały co mają robić. Kiedy obróciłeś mnie tak, że moje ręce były uwięzione, a my przez ułamki sekund byliśmy bardzo blisko. Kiedy razem zsuwaliśmy się w doł. a miałam wrażenie, że chciałbyś żeby jak najbliżej. Kiedy trzymając mnie za talię odchylałeś mnie do tyłu i ruszałeś mną jak lalką. Trzymałeś mnie a ja czułam, że mogę się odchylać, bo mnie nie puścisz. że wszystko było delikatne i nic na siłę . Nie mogłam zrozumieć czemu niby bez przypadek dotykałam twojej dłoni i odnosiłam wrażenie, że to jeszcze silniej na Ciebie działa.więc draznilam cie i dotykalam. delikatniej i czesciej.kiedy przesuwałeś dłonie po moich nogach. Niestety to teraz zajmuje moją głowe. Nie chcę tych myśli. Dlatego je wyrzucam. bo ich nie chce. ale chciałabym żeby częsciej cieszył mnie Twój humor. to jak dobrze się bawisz. Pytam tylko. Gdzie nagle podzialy sie roznice? to co nas dzieli. czyli wszystko. nie interesuja mnie Twoje zainteresowania. nie lubie kiedy nudzisz. mowisz mi o czyms co dla mnie nie ma znaczennia. choci innych sluchac lubie. czy aż tak potrzebowalam bliskosci, żeby zawrocila mi ona w glowie z przypadkową osobą?moze nawet nikt tego nie widzial. oprocz naas.bo tylko my czuliśmy dotyk. dzis zrozumialam ze dla Cb to byl wybryk. moze troche Cie ponioslo. ale podobalo Ci sie. nic poza tym. chciałabym tylko Cie pocałować. i wyrzucic z mojego zycia. zebylo bylo latwiej.
Nie można być tak egoistycznym i zostawić wspomnień, pomiętych i wrzuconych do kosza na śmieci, tak jak gdyby były nic nie warte. Przecież każde z nas okupiliśmy kroplami krwi i potu, ciągle nieubłagalnie przemijającego demona -czasu. Jedne powinny być dla nas przestrogą, cenną lekcją, inne - balonem, który zabierze nas wysoko, do nieba, który pozwoli oglądać nam Słońce. Nikt za nas nie da nam szczęścia. Nikt nie da nam nawet radości z fortuny, którą zarobimy własną pracą, jeśli my sami tego nie zrobimy. Wiele wbrew pozorom zależy od nas. Można na prawdę być szczęśliwym, nie mając nic. W czym tkwi sekret? Myślę, że ważna jest pokora, która w parze powinna iść z wdzięcznością. Pytam - czemu inni krzyczą, - choć sama często to robię. Pytam siebie, dlaczego? Dlaczego nie codziennie potrafię usiąść przed talerzem z frytkami, i pomyśleć. dziękuję, za te ziemniaki, które mogłam obrać własnymi rękoma, za ten olej, który mama zarobiła dzięki ludziom, którzy płacą jej wynagrodzenie, za tę sól, którą dzięki wydarzeniom z przeszłości mamy za bezcen, dziękuję za obdarzenie nas w rozum, który pozwolił sprawić, że wymyśliliśmy tę potrawę. Dziękuję, że mogę je jeść. Dziękuję, za tych ludzi, którzy są wiernie obok mnie, pomimo tego, że nie muszą, i że jestem czasami wredną suką. Dziękuję, że potrafię zauważyć, że nie jestem na tym świecie sama, że inni też potrzebują kogoś z kim by mogli porozmawiać, bo sama wiem, że ja nie zawszę mogę mieć czas; bo moje wskazówki niekoniecznie mogą im pomóc. Dziękuję, że potrafię, choć nie zawsze, zebrać w sobie tyle czaru i energii, że czuję jakbym mogła góry przenosić i każde serca zdobywać... Oczywiście, że jeśli umiejętnie zechcę stać się KIMŚ, to rzeczywiście tym kimś będę. Oczywiście, jeśli docenię, ile warty jest uśmiech, to będę się UŚMIECHAĆ. Oczywiście, że jesli zechcę kochać, to POKOCHAM. Oczywiście, że jeśli będę chciała być dla innych, to BĘDĘ....Oczywiste, że jeśli będę chciała kogoś do siebie dopuścić, to kolejki ludzi staną przede mną...
Nie można być tak egoistycznym i zostawić wspomnień, pomiętych i wrzuconych do kosza na śmieci, tak jak gdyby były nic nie warte. Przecież każde z nas okupiliśmy kroplami krwi i potu, ciągle nieubłagalnie przemijającego demona -czasu. Jedne powinny być dla nas przestrogą, cenną lekcją, inne - balonem, który zabierze nas wysoko, do nieba, który pozwoli oglądać nam Słońce. Nikt za nas nie da nam szczęścia. Nikt nie da nam nawet radości z fortuny, którą zarobimy własną pracą, jeśli my sami tego nie zrobimy. Wiele wbrew pozorom zależy od nas. Można na prawdę być szczęśliwym, nie mając nic. W czym tkwi sekret? Myślę, że ważna jest pokora, która w parze powinna iść z wdzięcznością. Pytam - czemu inni krzyczą, - choć sama często to robię. Pytam siebie, dlaczego? Dlaczego nie codziennie potrafię usiąść przed talerzem z frytkami, i pomyśleć. dziękuję, za te ziemniaki, które mogłam obrać własnymi rękoma, za ten olej, który mama zarobiła dzięki ludziom, którzy płacą jej wynagrodzenie, za tę sól, którą dzięki wydarzeniom z przeszłości mamy za bezcen, dziękuję za obdarzenie nas w rozum, który pozwolił sprawić, że wymyśliliśmy tę potrawę. Dziękuję, że mogę je jeść. Dziękuję, za tych ludzi, którzy są wiernie obok mnie, pomimo tego, że nie muszą, i że jestem czasami wredną suką. Dziękuję, że potrafię zauważyć, że nie jestem na tym świecie sama, że inni też potrzebują kogoś z kim by mogli porozmawiać, bo sama wiem, że ja nie zawszę mogę mieć czas; bo moje wskazówki niekoniecznie mogą im pomóc. Dziękuję, że potrafię, choć nie zawsze, zebrać w sobie tyle czaru i energii, że czuję jakbym mogła góry przenosić i każde serca zdobywać... Oczywiście, że jeśli umiejętnie zechcę stać się KIMŚ, to rzeczywiście tym kimś będę. Oczywiście, jeśli docenię, ile warty jest uśmiech, to będę się UŚMIECHAĆ. Oczywiście, że jesli zechcę kochać, to POKOCHAM. Oczywiście, że jeśli będę chciała być dla innych, to BĘDĘ....Oczywiste, że jeśli będę chciała kogoś do siebie dopuścić, to kolejki ludzi staną przede mną...
Czym różni się ta dzisiejsza młoda dziewczyna od tego małego szkraba pare lat temu?
Nie myślę nad przyszłością, o tym jaka może być piękna. Jedynie analizuje to, co jest teraz, bo wiem, że nie wszystko jest nam pisane. Już nie płaczę, kiedy mówi mi się " Nie". Każde starte o beton kolano, potęguję, że omijam te miejsca, gdzie je starłam. Kiedy mam ochotę na ciastko, nie podchodzę już i nie mówię " Mam ochotę na to ciastko. Czy mógłbyś mi je dać?" Lecz daje je raczej tym, którzy tego potrzebują. Bardziej zdaję sobie sprawę z konsekwencji moich wyborów. Zakorzeniła się u mnie odpowiedzialność. Mam świadomość, że kiedy mówię "tak", to będą czekały mnie konsekwencje odpowiedzi " tak" , a nie tej, o której pomyślałam. Wiem, że nie liczy się to, co myślę, lecz to, co mówię głośno. Wiem również, że słowa ranią, i że nie wszystkie myśli powinny być wypowiedziane głośno. Nie muszę mieć piaskownicy, dla siebie na własność, ale jest nawet lepiej, kiedy mam ją z kim podzielić. Nie zastanawiam się czemu ta Pani w sklepie jest taka brzydka i smutna, ale raczej nad tym, co wydarzyło się w życiu tej pani. Nie ciekawi mnie czemu inna pani stoi za rogiem na chodniku, lecz raczej nad tym, co ją do tego skłoniło, w którym momencie zabrakło jej sił do życia. Jeśli coś mi się podoba, to już nie oznacza, że muszę to mieć. Bo czasem lepiej nie mieć. Nie potrafię z taką łatwością ocenić - " To jest dobre, a to fee!". Teraz wszystko ma w sobie trochę dobra i trochę zła. Należy dokonać wyboru, czy jest w tym dla nas więcej dobrego, czy raczej tego złego. Tylko co czyni rzeczy dobrymi? I dlatego właśnie popełniamy czasem błędy. Mama nie zawiąże już nam sznurówek, kiedy my zapomnimy w którym momencie należało zrobić pętelkę. Nauczyciel nie narysuje nam chmurki za popełniony błąd.Często mówimy to, co inni chcieliby usłyszeć. Czemu naśladować innych? Czemu, by nie stworzyć czegoś innego. Niedokończone sprawy, będą się za nami ciągnęły. Jesteśmy tym, czym byliśmy. Czyli jesteśmy tym, kogo wykreowaliśmy podejmując decyzje kiedyś.
Ludzie są tylko ludźmi i zawodzą. Dlatego, zaczęłam wierzyć, nie w kogo innego, jak tylko w samą siebie. Niewyobrażalna jest moja panika, kiedy widzę, że ktoś może zbliżyć się do mnie aż nadto, lub, że ja uzależnię się od obecności tej osoby. Wolę nieść swój krzyż sama, niż stać się krzyżem innych. I najbardziej chyba boli mnie to, że ja mogłabym stać się problem. Ale gdzieś w głębi coś krzyczy, że szuka osoby, która chciałaby mnie I moje problemy.
Czekam, aż się odezwiesz. I czy w ogóle się do mnie odezwiesz. Czy będziesz miał odwagę pokazać, że nie jesteś takim fiutem, za jakiego Cię mam. Na prawdę nie musiałeś się ode mnie odcinać. Czekam na urodziny. Naiwnie czekam na nie, by sprawdzić, czy złożysz mi chociaż życzenia. Wystarczy sztuczne i dziecinne " wszystkiego najlepszego" na portalu społecznościowym. Na nic innego nie będzie Cię stać. Wiem to.
Dawno mnie tu nie było. Nie żałuję. Przeszła przez moje życie lawina różnych zdarzeń. To, co miało się ciągnąć, kiedy byłam tu po raz ostatni, odpłynęło razem z czasem. Płyną kolejne godziny, a w żadnej z nich nie wiemy, co się zdarzy. Razem z czasem i my podlegamy zmianom. Zmieniłam się z prędkością światła. Na lepsze i na gorsze. Różnie bywa. Doświadcza się mnie. Zadaje mi ból. Stawia na zakrętach.Wznosi ku górze. Wszystko, by o czymś się przekonać.
Lekcja 1
Uczucia rzecz zdradliwa. Zjawiają się, kiedy nie powinny i nie ma ich, kiedy mają warunki, by rozkwitać. Zbyt łatwo przywiązuję się do ludzi, a ludzie lubią poszukiwać. Ludzi łączą cele w życiu. Przechodzę w życiu etap pod nazwą " Nie zakochuj się. Miłości nie ma". I chwała, że właśnie taki przechodzę. Trzeba zregenerować całą swą moc. Nie pozwolę facetom mieć nade mną kontroli. Nie pozwolę sobie walczyć o żadnego z nich. Jestem na dobrej drodze. Wylałam kubeł zimnej wody na moje uczucia. Nieważne jak wielkie. Robię porządki.Kobieto czas się pozbierać. Czas na inwestycje.Czuję się silna. Kocham moje błędy. Błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi.Śmieję się z tych facetów, którzy myślą, że mają szansę. Że pyk i już mnie mają. Myślą, że to takie łatwe. Nie imponują mi już byle czym. Mam wyjechane na czułe słówka przez gadu-gadu.
Moja dusz porywa mnie do zmian. Sądzi, że wszystko wokół stanie się inne i nabierze kolorów. Nie wiadomo jakich, ale na pewno innych . Dobrze jest poznawać wciąż nowe barwy. NIe lubię podejmować decyzji, które podjąć muszę. Boję się wyborów. Zawsze jestem gdzieś po granicy takich wyborów. Chciałabym poznać coś nowego. Jeszcze nie wiem co.
Nie radzę sobie .